wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział III

Sprawa się skomplikowała. Słyszałam jak mężczyźni odchodzili, nie spiesząc się zbytnio. Podczas szaleńczego biegu, pod wpływem adrenaliny, nie czułam bólu w nogach, rękach i na szyi, a także nie zwracałam uwagi na przenikający chłód nocy.
Siedziałam tak i wsłuchiwałam się w las.
Wilk znowu zawył, ale tym razem zdecydowanie bliżej, jakby zmierzając w moją stronę.
Spróbowałam wstać, lecz nie mogłam. Noga zaklinowała mi się w korzeniu drzewa. Szarpałam się z nim chwile, ale to nie miało sensu, jedynie obtarłam sobie kostkę.
Zrobiło się naprawdę zimno. Chłód przenikał me ciało do kości. Spróbowałam się skulić.
Znowu wycie. 
Głośniejsze i bardziej intensywne.
Las jakby zamilkł w oczekiwaniu na nadejście przerażającego zwierzęcia. Już nie słyszałam wiatru, sowy i wszystkich innych nocnych zwierząt. Świat stanął w miejscu.
Niemalże podskoczyłam słysząc szelest trawy. 
Wiedziałam, że już nie ucieknę. Strach sparaliżował mnie całkowicie. 
Spojrzałam przed siebie w głąb ciemności pośród drzew. Dostrzegłam tam błysk. Błysk bardzo nietypowy. Błysk ślepi.
Wyszedł z cienia. 
Piękny, wyniosły, zupełnie biały wilk. 
Poruszał się bezszelestnie. 
Skradał się do ofiary niczym idealny zabójca.
Niestety, tym razem ofiarą byłam ja.
Nie mogłam nawet oddychać. Wstrzymałam oddech czekając na koniec, który nie nadchodził.
Spędziłam tak chwile, rejestrując wzrokiem każdy, nawet najmniejszy, jego ruch.
Jednak coś się zmieniło w jego zachowaniu. Napiął mięśnie i poszedł bliżej. Gdybym chciała mogłabym dotknąć go ręką, jednak nie chciałam.
Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, jakby prosząc o to.
Podniosłam rękę trzymaną dotychczas na ziemi w rękawie bluzy. Natychmiast otoczyło ją zimno. Zadrżała. Już chciałam dotknąć jego futra, ale usłyszałam hałas. Coś jakby ludzie biegnący. Usłyszałam głosy i przekleństwa. 
Usłyszałam napinający się łuk i wypuszczenie strzały. Wilk jakby spodziewał się tego. Odskoczył ode mnie i zatoczył się w bok. Strzała przedarła powietrze i trafiła w drzewo kilka metrów przede mną. 
Druga nadleciała z większą prędkością. Wbiła się w pierś wilka. Zawył z bólu. Upadł. Poruszył łbem i spojrzał na mnie. 
Miałam wrażenie, że cieknie mu łza. Jedna ,pojedyncza.
Nadeszła kolej na mnie. Nie zostałam niezauważona jak myślałam. Strzała wbiła mi się w udo. Później następna i następna. Poczułam miliony ognisk bólu. Krzyczałam i upadłam. Wilk szarpnął się ostatkiem sił i zapiszczał obserwując mnie. 
Mój wzrok się zamglił. 
Już  nic nie widziałam. 
Słyszałam krzyki i przekleństwa, kłótnie i błagania, jednak wszytko zlało się w jedno. Nie mogłam już nic odróżnić. 
Zamknęłam oczy. 
Zasnęłam.
Zastałam tam tylko pustkę i ciemność.
I chłód.
Przenikający kości.
Umarłam?

1 komentarz:

  1. Nawet nie wiem jak to opisać, tysiąc razy lepsze niż genialne!!

    OdpowiedzUsuń