wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział IV

Obudziłam się.
Byłam taka zmęczona.
Taka zniechęcona.
Pomacałam ręką to na czym leżę. Twarde i gładkie, ale ciepłe. 
Otworzyłam oczy. Całe pomieszczenie było niesamowicie białe. Czyste i bez żadnych rzeczy. Jedynie to na czym leżałam. A na czym leżałam? Na wielkim kawale marmuru. Podgrzewanego, chyba.
Spróbowałam wstać. Przyszło mi to z zadziwiającą łatwością, ale też i z bólem mięśni. Moje nagie stopy dotknęły okropnie zimnej, białej podłogi. 
W co ja byłam ubrana?
W sukienkę. Równie białą jak ten pokój. Zwiewną i piękną, sięgającą aż do ziemi. Podwinęłam Ją do góry i popatrzyłam na moje blade, pomimo lata, nogi. Były zabandażowane w kilku miejscach ,ale poza tym nie było w nich nic niepokojącego.Zrobiłam krok i później następny i następny. Był to naprawdę ogromny pokój. Szukałam wzrokiem drzwi, lecz nadal delikatnie był zamglony. Podeszłam do misy z wodą. Obmyłam twarz i ręce i od razu poczułam się lepiej. 
Szukałam drzwi. Okazały być okazałej wielkości. 
Otworzyłam je.
To co zobaczyłam było jak sen.
Był dzień. Zrobiłam kilka kroków. Ciepły wietrzyk otulił mnie miło, jakby witając starego przyjaciela.
Niesamowicie soczyście zielona trawa, ptaki, ludzie, chyba, siedzący i śmiejący się, wodospad. Wszytko to tworzyło bajkową całość.
Nie mogłam oderwać oczu. 
Aż się nie zorientowali, że ich obserwuje.
Odwrócili się.
Wszyscy. 
Mieli czerwone, krwiste oczy. 
Ubrani na czarno. 
Bladzi jak trupy.
Wstawali uśmiechając się przy tym okropnie.
Mieli czerwone zęby. 
Wkoło nagle wszystko obumarło. Zwierzęta leżały w wodospadzie krwi, a ja cofałam się do białego pomieszczenia. Potknęłam się o próg i krzyknęłam, gdyż postacie rzuciły się w biegu z mną. 
Upadłam.
Obudziłam się. 
To był tylko cholerny sen.
Leżałam w tym samym pomieszczeniu. 
Wszystko było takie samo. 
Szybko wstałam, umyłam twarz i podeszłam do drzwi.
Otworzyłam je. 
Nie było nikogo.
Ale krajobraz był taki sam.
Podeszłam do pięknego wodospadu. Zanurzyłam dłoń w przenikliwie zimnej wodzie. 
-Wstań i się przedstaw, tak wypada -usłyszałam zza siebie.
- Mam na imię Emilia i...- odwróciłam się. Ujrzałam Bardzo wiele postaci. Nietypowych.
Wszyscy byli nieludzko piękni.
 Co się dzieje?
Czy to sen?



Rozdział III

Sprawa się skomplikowała. Słyszałam jak mężczyźni odchodzili, nie spiesząc się zbytnio. Podczas szaleńczego biegu, pod wpływem adrenaliny, nie czułam bólu w nogach, rękach i na szyi, a także nie zwracałam uwagi na przenikający chłód nocy.
Siedziałam tak i wsłuchiwałam się w las.
Wilk znowu zawył, ale tym razem zdecydowanie bliżej, jakby zmierzając w moją stronę.
Spróbowałam wstać, lecz nie mogłam. Noga zaklinowała mi się w korzeniu drzewa. Szarpałam się z nim chwile, ale to nie miało sensu, jedynie obtarłam sobie kostkę.
Zrobiło się naprawdę zimno. Chłód przenikał me ciało do kości. Spróbowałam się skulić.
Znowu wycie. 
Głośniejsze i bardziej intensywne.
Las jakby zamilkł w oczekiwaniu na nadejście przerażającego zwierzęcia. Już nie słyszałam wiatru, sowy i wszystkich innych nocnych zwierząt. Świat stanął w miejscu.
Niemalże podskoczyłam słysząc szelest trawy. 
Wiedziałam, że już nie ucieknę. Strach sparaliżował mnie całkowicie. 
Spojrzałam przed siebie w głąb ciemności pośród drzew. Dostrzegłam tam błysk. Błysk bardzo nietypowy. Błysk ślepi.
Wyszedł z cienia. 
Piękny, wyniosły, zupełnie biały wilk. 
Poruszał się bezszelestnie. 
Skradał się do ofiary niczym idealny zabójca.
Niestety, tym razem ofiarą byłam ja.
Nie mogłam nawet oddychać. Wstrzymałam oddech czekając na koniec, który nie nadchodził.
Spędziłam tak chwile, rejestrując wzrokiem każdy, nawet najmniejszy, jego ruch.
Jednak coś się zmieniło w jego zachowaniu. Napiął mięśnie i poszedł bliżej. Gdybym chciała mogłabym dotknąć go ręką, jednak nie chciałam.
Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, jakby prosząc o to.
Podniosłam rękę trzymaną dotychczas na ziemi w rękawie bluzy. Natychmiast otoczyło ją zimno. Zadrżała. Już chciałam dotknąć jego futra, ale usłyszałam hałas. Coś jakby ludzie biegnący. Usłyszałam głosy i przekleństwa. 
Usłyszałam napinający się łuk i wypuszczenie strzały. Wilk jakby spodziewał się tego. Odskoczył ode mnie i zatoczył się w bok. Strzała przedarła powietrze i trafiła w drzewo kilka metrów przede mną. 
Druga nadleciała z większą prędkością. Wbiła się w pierś wilka. Zawył z bólu. Upadł. Poruszył łbem i spojrzał na mnie. 
Miałam wrażenie, że cieknie mu łza. Jedna ,pojedyncza.
Nadeszła kolej na mnie. Nie zostałam niezauważona jak myślałam. Strzała wbiła mi się w udo. Później następna i następna. Poczułam miliony ognisk bólu. Krzyczałam i upadłam. Wilk szarpnął się ostatkiem sił i zapiszczał obserwując mnie. 
Mój wzrok się zamglił. 
Już  nic nie widziałam. 
Słyszałam krzyki i przekleństwa, kłótnie i błagania, jednak wszytko zlało się w jedno. Nie mogłam już nic odróżnić. 
Zamknęłam oczy. 
Zasnęłam.
Zastałam tam tylko pustkę i ciemność.
I chłód.
Przenikający kości.
Umarłam?