sobota, 6 września 2014

Rozdział V

-I? - spytał ponownie. Był to chłopak. Przepiękny. Blondyn o zimnych oczach i włosach sięgających ramion. Delikatnie rozpięta bluzka odsłaniał jego obojczyki. 
Otaczał go tłum ludzi. Albo stworzeń człowiekopodobnych. Bóg wie. Wszyscy idealni, niesamowici, nieskazitelni.
Jak ci ze snu.
Zadrżałam.
- Uciekałam przed dwoma mężczyznami w lesie i dotarłam do polanki gdzie upadłam. Utknęła mi tam noga, więc nie mogłam uciec. Jakieś stworzenie, chyba wilk, potem strzały - mówiłam okropnie szybko, wręcz niezrozumiale. 
- I? - znowu to samo.
- I teraz jestem tutaj. Co to za miejsce?
- To jest, moja droga Ukryty Zakątek. Jesteś tutaj, ponieważ...
- To ja cię uratowałem - krzyknął inny chłopak. Odwróciłam się, Wyglądem przypominał tego tutaj, jednak miał zupełnie inne oczy. Soczyście zielone. Wydawały się szczęśliwe, chociaż rysy twarzy wyrażały niezadowolenie.
O co chodzi?
- Pozwól mi z nią porozmawiać bracie - powiedział. 
- Nie pozwalaj sobie Elijah! To ja ją uratowałem! 
- Postrzeliłeś ją! - wszystko dzieje się tak szybko.
- Ciiiiisza! - silny, przenikający do szpiku kości głos przedarł się do nas. Nastało głuche czekanie.
Ujrzałam mężczyznę. Na oko około 30 lat. Wydaje się z daleka drobny, ale i zwinny. Zupełnie inny od Elijaha, który wydaje się umięśniony i wysoki.
- Dziecko - podszedł do mnie i chwycił za rękę. Zimna i jakby krucha. - Przejdźmy się.
- Dobrze - nie puszczając mojej ręki zaczął prowadzić mnie do lasu. Gdy przekroczyliśmy jego próg powitał nas przyjemny zapach poziomek i szum drzew. Puścił mnie dopiero gdy odeszliśmy na tyle daleko, że nie słyszałam szumu wodospadu i rozmów. Wszystko stłumił otaczający nas las. 
Może chce mnie zabić?
Zamknęłam oczy.
Jaki miało sens opatrywanie mi ran skoro teraz chce mnie zabić?
- Musisz u nas zostać.
- Słucham? - zaskoczył mnie. 
- Nie możesz odejść, nie teraz. Nie wiadomo czy kiedykolwiek w przyszłości będziesz mogła.
- Ale dlaczego? Przecież ja mam szkołę! Rodzinę! Przyjaciół! Nie mogę tu zostać! Muszę wracać! nawet nie wiem dlaczego tu jestem! - łzy zaczęły mi cieknąć po policzkach. Dlaczego ja?
- Jesteś tu, ponieważ otarłaś się o śmierć, przez jednego z moich synów. Spałaś przez miesiąc. Nie martw się o rodzinę. Będą myśleć, że zginęłaś. Można by stwierdzić, że daliśmy ci nowe życie. Dzięki nam możesz zacząć wszystko od nowa. Czy to nie tego chciałaś?
- Jak to?
- Już dłuższy czas cię już obserwuje Emilio. Jesteś bardzo ciekawą osobą jak na człowieka. Musisz wiedzieć iż elfy spłacają swoje długi. - Elfy?- Musimy już wracać, pewnie chcesz odpocząć - odwrócił się i zaczął iść w stronę zgromadzenia.
- Co się stało z tym wilkiem, którego spotkałam? 
- To nie był zwykły wilk. To był Lykanin. Nikt ważny.
- Lykanin? 
- Wilczy człowiek, zwykłe pomioty- zrobił kilka kroków - Chodź - rzucił władczo zza ramienia. A wydawał się miły. 
Boję się ich wszystkich.
Zaczęłam iść za nim. 
Obserwował mnie.
Dlaczego ja?
Dlaczego teraz?
Doszłam do zgromadzenia. Elijah do mnie podbiegł i objął ramieniem. 
- Przejdźmy się - powiedział z uśmiechem. Ma białe, proste zęby. Co raczej nie jest tutaj czymś wyjątkowym. Ale w sposobie jaki na mnie patrzy coś się kryje. Wydaje się być życzliwy i ciepły. Również się uśmiechnęłam. 
Nowe życie. 
Strach się bać.