Poszłam do łazienki, najciszej jak się da by nie obudzić reszty rodziny, przebrałam się z pidżam, nakładając czarne spodnie i tego samego koloru bluzkę zespołu 'Slipknot', a na nią bluzę dresową, trampki i podeszłam do wyjścia.
Gdy tylko otworzyłam drzwi przyjemny chłód otoczył mnie znienacka, dając wspaniałe orzeźwienie. Ruszyłam w stronę lasu. Wydawał się jedynie ciemną plamą z daleka. Przyspieszyłam kroku. Jeszcze bardziej i jeszcze bardziej. U brzegu lasu biegłam wystarczająco szybko w ciemności by nie zauważyć wystających korzeni drzewa. Upadłam. Obszorowałam sobie ręce i nie zważając na ból - chyba coś sobie rozcięłam - ruszyłam dalej.
Las wydawał się mroczny i straszny. Jednak to tylko wzbudzało moje chęci by go zwiedzić. Nigdy nie byłam dotychczas w lesie w nocy.
Udałam się tam gdzie zwykle spędzałam dnie. Z tego wzgórza widać wszystko. Usiadłam na mokrej trawie i wsłuchałam się w odgłosy lasu. Gwiazdy piękny ozdabiały niebo. Przypatrzyłam się. Tak. Widziałam spadającą gwiazdę. Heh. Podróż do lasu jest piękna. Popatrzyłam na ręce. W ciemności nic nie było widać, ale wiedziałam, że krwawiły. Pieczenie doskwierało mi niesamowicie.
Słyszałam sowę, świerszcze, szum drzew i wiele innych dźwięków, których nie jestem w stanie wymienić.
Zaczęłam rozmyślać o tajemniczym śnie. Skąd ta postać miała o mnie takie informacje? William to ładne imię. Angielskie. Dlaczego śni mi się przystojny anglik? Dlaczego nie mogę śnić o spokoju morza czy o niesamowitości gór?
Ehh. To wszystko nie ma sensu.
Nagle stało się coś dziwnego. Usłyszałam coś jakby głosy. Przestraszyłam się na tyle by nie ruszyć się z miejsca.
Głosy nabierały na sile.
Był to dialog. Dwóch mężczyzn.
Jeden mógłby śpiewać w chórze. Mówił, a raczej krzyczał, mocnym basem.
Bałam się.
Cholernie się bałam.
Siedziałam tam dalej. Cholera.
Nie chciałam uciekać. Zauważyliby mnie.
A tak istniała szansa, że mnie miną.
Okropnie było tak czekać. Słyszałam jak się zbliżali. Zaczęłam dygotać z zimna. Za długo siedziałam w bezruchu.
- A widziałeś jak się na mnie spojrzała? - słyszałam dialog.
- Ta. Stary. Prawie była Twoja. Co jej zrobiłeś?
- Haha. A to dobre. Nie wiesz? Wrzuciłem jej to do napoju. Po jakimś czasie była już moja.
- Ale co z ciałem?
- Zostawiłem ją na parkingu przed klubem. A się zdziwi.
- Ej. Widzisz to?
- Co?
- Ktoś tam siedzi. Widzę cień - mińcie mnie. Mińcie. Całą sytuacja przestała mi się podobać. Ten koleś zgwałcił dziewczynę i zostawił ją na parkingu?! Co to ludzie?!
- To idź sprawdzić.
- A co jeżeli to wilk?
- To nie wilk. Co cykorem jesteś?
- Wal się. Idę - zaczął iść w moją stronę. Słyszałam jak się zbliża. Czułam to już w kościach.
- To chyba człowiek. Dziewczyna...
Wstałam przerażona i nie obracając się za siebie zaczęłam biec. Słyszałam krzyki. Biegłam do lasu. Gonili mnie bardzo długo. Nie wiedziałam gdzie biegnę. Przedzierałam się przez gęsty las i krzaki kalecząc się przy tym. Bałam się. Znowu upadłam. Poraniłam szyję zahaczając o gałęzie. Skuliłam się. Próbowałam się uspokoić. Usłyszałam jak podbiegają.
- Gdzie ta suka? - wydyszał.
- Nie wiem zgubiliśmy ją - też wydyszał. Jak było widać nie byli przyzwyczajeni do biegani przez lasy i pola.
- Cholera. Wracamy.
- A co jeżeli komuś powie co zrobiłeś?
- Równie dobrze zeżrą ją wilki. Niemądrze jest chodzić w nocy samej po lasach. Zwłaszcza jeżeli są w nich niebezpieczne zwierzęta - jakby na znak zawył wilk. Nie potrafiłam określić odległości. Nie spodziewałam się wilków.
*************************************************************************
Haha. Psycho Eliza atakuje . Ehh. Damy radę. Spoko. Dziwny rozdział. W sumie napisałam go od tak. Heh. Jak piszę w zeszycie jest inaczej. Trochę wygodniej.
Przepraszam za przekleństwa.
Dziwny jest...
Jak Waszym zdaniem potoczy się dalej akcja? Co będzię w następnym rozdziale? Czy Emilia przeżyje spotkanie z wilkami?
Dowiecie się wkrótce. :D
Koment.
Koment.
Koment.
Hejt.
Koment.
Koment.
Koment.
Hejt.
Pliss. Troszku życia.