środa, 19 marca 2014

Rozdział I

Siedziałam w łóżku. Zawsze miałam ten sam sen. Jak co ranek wstałam i odsłoniłam pomarańczowe rolety. Spojrzałam przez okno. Piękna jutrzenka, wschód słońca, bitwa kolorów o dominacje. Cudowny widok. Dla takiego poranka przeprowadziliśmy się na podlaską wieś. 
Jak co ranek poczułam zapach świeżo zaparzonej kawy, więc szybkim krokiem poszłam do wyremontowanej łazienki. Na ścianach były kiedyś żółte tapety, teraz jednak zastąpiono je nieskazitelną bielą płytek. Łazienka wręcz lśniła czystością. Szybko nałożyłam białą koszulkę z napisem "The Beatles" i czarne spodnie. przyjrzałam się w lustrze. Gęste i długie rzęsy okalały szare oczy. Czekoladowe włosy opadały delikatnie na łopatki tworząc fantazyjne loki. Małe usta uśmiechały się jak co dnia. 
Po porannej toalecie poprawiając to i owo w swoim wyglądzie, szłam do kuchni. Mój tata stał już przy tostownicy i robił śniadanie.
-Dzień dobry - powiedziałam, a mój głos zachrypiał nieprzyjemnie. 
-Dzień dobry - pocałował mnie w czoło. - Zrobiłem ci kakao.
-Ehh. Myślałam, że kawę - usiadłszy na krześle spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
-Hmm. Masz tylko 15 lat.
-16 skończę za 2 miesiące! - parsknęłam oburzona.
-Co nie zmienia faktu, że takie rzeczy szkodzą młodym. Pościel swoje łóżko i chodź na śniadanie.
Zrobiłam jak kazał. Białe ściany mojego pokoju odgradzały mi drogę do świata. Gdybym miała wybierać zwierzaka w jakiego się zmienię byłby to ptak albo kot ze względu na wolność i niezależność jaką posiadają te dwa stworzenia.
-Mama jeszcze nie wróciła? - spytałam, znając już właściwie odpowiedź.
-Wróci za godzinę. Miała dzisiaj w nocy operacje, trudna jest praca chirurga. 
-Idę dzisiaj na zajęcia na cały dzień. Wrócę dopiero wieczorem. Mogę odebrać Tomka od bliźniaków - zaproponowałam. Tomek, moim zdaniem, trochę aż za często u nich przesiadywał,
-Nie. Asia mówiła, że może odwieźć Tomka.
-Ok- szepnęłam. Po chwili byłam już w pokoju i pakowałam rzeczy. Właściwie to moje zajęcia polegają na zaszywaniu się gdzieś w lesie i malowaniu lub graniu na gitarze. Kochałam to robić
Las dodawał mi otuchy od zawsze, a droga do niego nie była długa. Trwałą jedynie 30 minut spokojnym tempem. 
Dotarłszy na miejsce zaczęłam grać na gitarze i śpiewając przy tym zagłuszam wszechobecną ciszę. Nim się obejrzałam nastał wieczór, a nietoperze zaczęły latać na nocnym niebie. Położyłam się na miękkim mchu i zamknęłam oczy. Wsłuchałam się w muzykę świerszczy. Otworzyłam oczy i spojrzałam w niebo. Miliony gwiazd spoglądało na mnie takim samym ciekawym wzrokiem. Leżałam oczarowana pięknem wakacyjnego zmroku ,lecz musiałam wstać. Szłam powoli, oddychając pełną piersią i napawając się idealnie czystym powietrzem. Czułam się jednak obserwowana, więc przyspieszyłam kroku. 
Po 20 minutach dotarłam do domu. Rodziców i mojego młodszego brata nie było. Pewnie pojechali do przyjaciółki mamy, pani Asi. Poszłam do łazienki i wyszedłszy spod prysznica poszłam coś przekąsić. Zrobiłam sobie kanapkę i skonsumowawszy  ją poszłam umyć zęby i położyć się.

Jak co noc ten sam sen, choć inny.

 Stałam patrząc się przed siebie i usłyszawszy kroki po raz pierwszy nie odwróciłam się. Pierwszy raz podczas mojego snu była noc. Mrok ogarniał wszystko wkoło, a ja bałam się stojąc na środku pustkowia sama. 
-Co tu robisz? - zapytał, a ja stojąc do niego tyłem mogłam odpowiedzieć.
-Stoję - odparłam bez namysłu. Parsknął śmiechem, lecz od razu ucichł.
-Boisz się? spytał gilgocząc mnie oddechem w szyje. Widocznie podszedł. Blisko.
-Tak - odpowiedź sama wypłynęła z moich ust.
-Nie ma czego. Nic ci nie zrobię.
-Kim jesteś? - palnęłam nie wiedząc co powiedzieć. Pierwszy raz z nim rozmawiałam.
-Jestem William, a ty jesteś Emilia. 
-Skąd wiesz? - następne nieprzemyślane i bezmyślne pytanie. 
-Znamy się nie od dziś. Odwróć się Emilio. Chce widzieć twoją twarz - odwróciłam się. Nasz bliskość zawstydziła mnie od razu. To był on. Ten co zawsze. Taki sam. Miał łagodną twarz. Ciemne oczy spoglądały na mnie z zainteresowaniem, kontrastując z nieskazitelnie białą cerą. Uśmiechnął się delikatnie. Pochylił się i złożył na mym czole czuły pocałunek.
-Zobaczymy się jutro, a teraz obudź się - szepnął, a ja mrugnąwszy znowu byłam w swoim pokoju.

Co za niewiarygodny sen?!
William! Co za piękne imię!





Prolog

Stałam spokojnie pośród drzew. Ciemny, otaczający mnie las dawał mi złudne poczucie bezpieczeństwa. Liście delikatnie szeleściły przy każdym powiewie letniego wiatru. Soczyście zielona trawa zachęcała by na niej odpocząć. Usiadłam, słońce delikatnie muskało moją skórę, dając przyjemne ciepło. Po chwili wstałam przestraszona. W lesie widziałam ruch. Drzewa zaskrzypiały złowrogo, jakby chciały mnie ostrzec przed pójściem przed siebie, lecz ja zignorowałam ich ostrzeżenia i po chwili stałam już przy wielkiej starej sosnie.
Słysząc łamane gałęzie odwróciłam się gwałtownie.
Stał tam on.
Uśmiechał się tajemniczo. Jego ciemne oczy skrywały odczucia, których nie dano mi poznać. Podszedł bliżej. Jego długie ciemne włosy powiewały za nim niczym płaszcz.
-Co tu robisz? -spytał, a ja stałam dalej jak zaczarowana pożerając wzrokiem każdy skrawek jego pięknej postaci.
Podszedł tak blisko, że dzieliły nas już jedynie centymetry. Podniósł rękę, bladą niczym śnieg i dotknął nią mojej brody. Zimna i smukła dłoń zaczęła delikatnie podnosić moją głowę. Spojrzałam mu w oczy. Puls mi przyspieszył. Jego policzki były delikatnie zaróżowione. Włosy opadały w nieładzie na plecy. Hipnotyzujące spojrzenie nie pozwalało mi oderwać wzroku od idealnie brązowych oczu. Pochylił się nade mną i przesunął swoją twarz do mojej. Zamknęłam oczy.
-Obudź się- szepnął. Gdy otworzyłam oczy nie było przy mnie ani jego ani magicznego lasu. Leżałam w pokoju. W swoim zwykłym, szarym łóżku.Sama. Pochłonięta myślami o cudownie realistycznym śnie...