Stałam spokojnie pośród drzew. Ciemny, otaczający mnie las dawał mi złudne poczucie bezpieczeństwa. Liście delikatnie szeleściły przy każdym powiewie letniego wiatru. Soczyście zielona trawa zachęcała by na niej odpocząć. Usiadłam, słońce delikatnie muskało moją skórę, dając przyjemne ciepło. Po chwili wstałam przestraszona. W lesie widziałam ruch. Drzewa zaskrzypiały złowrogo, jakby chciały mnie ostrzec przed pójściem przed siebie, lecz ja zignorowałam ich ostrzeżenia i po chwili stałam już przy wielkiej starej sosnie.
Słysząc łamane gałęzie odwróciłam się gwałtownie.
Stał tam on.
Uśmiechał się tajemniczo. Jego ciemne oczy skrywały odczucia, których nie dano mi poznać. Podszedł bliżej. Jego długie ciemne włosy powiewały za nim niczym płaszcz.
-Co tu robisz? -spytał, a ja stałam dalej jak zaczarowana pożerając wzrokiem każdy skrawek jego pięknej postaci.
Podszedł tak blisko, że dzieliły nas już jedynie centymetry. Podniósł rękę, bladą niczym śnieg i dotknął nią mojej brody. Zimna i smukła dłoń zaczęła delikatnie podnosić moją głowę. Spojrzałam mu w oczy. Puls mi przyspieszył. Jego policzki były delikatnie zaróżowione. Włosy opadały w nieładzie na plecy. Hipnotyzujące spojrzenie nie pozwalało mi oderwać wzroku od idealnie brązowych oczu. Pochylił się nade mną i przesunął swoją twarz do mojej. Zamknęłam oczy.
-Obudź się- szepnął. Gdy otworzyłam oczy nie było przy mnie ani jego ani magicznego lasu. Leżałam w pokoju. W swoim zwykłym, szarym łóżku.Sama. Pochłonięta myślami o cudownie realistycznym śnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz